Czy samo przetłumaczenie tekstu wystarczy? Co zrobić, aby artykuł w języku europejskim był zrozumiały dla kogoś spoza naszego kręgu kulturowego? Jak zapewnić porozumienie bez barier, niejasności i niedopowiedzeń? Właśnie po to jest lokalizacja, bez której może okazać się, że nasze intencje są zrozumiane opacznie lub… wcale niezrozumiane. 

Jeśli chcesz sprzedać produkt poza granicami swojego kraju, musisz mieć pewność, że jego opis i to, co jest z nim związane (zdjęcia, numeracja, zapis dat, czasu itd.) będzie: 

  • zrozumiałe 
  • nikogo nie obrazi 
  • zainteresuje potencjalnego klienta.

Czym jest lokalizacja oprogramowania?

Termin „lokalizacja” oznacza przetłumaczenie tekstu z uwzględnieniem potrzeb rynku, na który jest on przeznaczony. Są to wszystkie pozatekstowe elementy, takie jak daty, jednostki miar i wag, waluty, lokalny czas, zdjęcia (uwaga: chodzi nie tylko o to, by to, co jest na zdjęciu było dla odbiorcy zrozumiałe, ale także opis zdjęcia, jeśli ma być przeznaczone na stronę internetową, a więc meta znaczniki). 

Tłumaczenie okazuje się więc niejako punktem wyjścia procesu lokalizacji, bez którego nie da się posunąć dalej, ale który sam w sobie nie wystarcza. Tłumaczenie polega na napisaniu tekstu w języku docelowym. Następnie tekst ten jest dostosowywany do potrzeb kulturowych regionu, kraju itp. 

Różnice między tłumaczeniem a lokalizacją

W zasadzie ciężko jest powiedzieć, gdzie leży granica między lokalizacją a tłumaczeniem, bowiem nie możemy mówić o dobrze przetłumaczonym tekście, jeśli nie będzie on uwzględniał tych wszystkich niuansów, o których pisaliśmy wyżej. Przecież nie da się tłumaczyć żadnego tekstu (artykułu naukowego, opisu produktu, contentu strony internetowej, specyfikacji technicznej, ba, nawet książki), jeśli się nie uwzględni różnic kulturowych! Najprostszym przykładem jest rezygnacja w polskich tłumaczeniach z przeliczania mil na kilometry, co by w dużej mierze ułatwiało polskiemu odbiorcy wyobrażenie sobie odległości, o których wspomina dany tekst. Są to nagminne pominięcia, przez co tekst okazuje się owszem, niby zrozumiały, ale o wiele trudniejszy do zasymilowania. W drugą stronę działa tak samo – rezygnacja z przeliczenia kilometrów na mile w tłumaczeniu na język angielski powoduje, że tekst zostanie odebrany gorzej. Podobnie jest z zapisem dat i oczywiście godzin. Bo ułatwianie sobie przez wielu tłumaczy życia, przez ograniczenie się do stwierdzenia, że coś odbyło/odbędzie się np. o godzinie 14.00 czasu uniwersalnego (GMT) i nie lokalizując tego na czas obowiązujący np. w Polsce powoduje, że czytelnik musi specjalnie wyszukać tej informacji w internecie (chyba że jest obeznany z różnicami czasowymi). I naprawdę, w tym przypadku jedna godzina robi wielką różnicę. 

To oczywiście najprostsze i najbanalniejsze przykłady, ale już po nich widać, że bez lokalizacji ani rusz, bo skoro mamy problemy w naszym własnym, europejskim kręgu kulturowym, to wyobraźmy sobie, co się dzieje, jeśli tekst nie zostanie zlokalizowany na potrzeby choćby szeroko rozumianej kultury arabskiej.

Oczywiście nie możemy być aż tak drobiazgowi, bowiem przecież jeśli tłumaczymy coś na język hiszpański, to owszem, lokalizujemy go, ale jeśli ten sam tekst jest skierowany generalnie do krajów Ameryki Łacińskiej, a więc jednego kręgu kulturowego, gdzie wszyscy hiszpański znają, to już lokalizacja aż tak konieczna nie jest. Po prostu należy na etapie tłumaczenia zadbać, by tekst był jak najbardziej uniwersalny dla krajów Ameryki Łacińskiej, a nie tylko dla samej Hiszpanii. No, chyba że coś jest przeznaczone konkretnie dla tego, a nie innego regionu.

Podsumowanie

Zbierzmy więc to, co do tej pory napisaliśmy. Lokalizacja najogólniej to:

  • zmiana formatów numerów telefonicznych, dat, miar, czasu
  • uwzględnienie różnic kulturowych
  • dostosowanie tekstu, a nie literalne tłumaczenie!

Literalne tłumaczenie ma, tak jak kłamstwo, bardzo krótkie nóżki. Chyba jednym z najjaskrawszych przykładów niedocenienia lokalizacji są slogany reklamowe. Specjaliści od marketingu koncernu PepsiCo chyba na zawsze zapamiętają nauczkę, jaką dostali w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Powstało wtedy hasło „Come alive! You’re in Pepsi Generation”. Miała to być kampania międzynarodowa, więc slogan został oddany do przetłumaczenia w większości krajów na świecie. I mimo że w większości kampania odniosła sukces, to niemieckie tłumaczenie musiało zaboleć, brzmiało bowiem: „Powstań z grobu z Pepsi”.

Jak widać, czytanie ze zrozumieniem i właściwa komunikacja są jedyną właściwą drogą do sukcesu. Dlatego jeśli chcesz dobrze przetłumaczyć tekst, oddaj go specjalistom w tej dziedzinie, żeby uniknąć podobnej wpadki.  

Podobał Ci się ten artykuł?

Unikalne i ekskluzywne artykuły na Twój adres E-mail. Nie wysyłamy reklam, nie spamujemy. Zapisz się!

Email *
About author

Paulina Wiśniewska